Cała para w gwizdek — Bioshock: Infinite

 

Puff, udało mi się dobrnąć do końca nowego Bioshocka i powiem szcze­rze, że mam duży pro­blem z oceną tej gry. Może się to wyda­wać dziwne, zwłasz­cza po prze­czy­ta­niu recen­zji dużych por­tali, w któ­rych domi­nują oceny 10/10. Odnosi się wra­że­nie, że to jakieś obja­wie­nie, pra­wie next-gen, w jaki możemy pograć jesz­cze przed pre­mierą nowych kon­sol. Jak stwier­dził mój kolega „Branża potrze­buje hitu” i chyba coś w tym jest.

Nie pla­no­wa­łem kupna tej gry. Stało się to przy­pad­kiem, gdyż wcze­śniej omi­nął mnie XCOM, a dwa dni przed pre­mierą poja­wiła się nie­zła oferta — Bioshock + XCOM + coś tam jesz­cze. Jak przy­stało na poważ­nego recen­zenta, wstu­ka­łem meta­cri­tic i wszystko jasne! Kolejna naj­lep­sza gra roku! No to zro­bi­łem sobie uro­dzi­nowy pre­zent i kupi­łem. Teraz, po obej­rze­niu ostat­niej scenki po napi­sach, cie­szę się, że w tej cenie mam jesz­cze Ufoków do ogra­nia.

Musisz ją mieć!

Do Bioshocka posta­no­wi­łem podejść jak pro­fe­sjo­nalny dzien­ni­karz branży gier­ko­wej, czyli usta­wi­łem poziom trud­no­ści pussy (czyt. medium). Skończyłem roz­grywkę w jakieś dwa­na­ście godzin z czego więk­szość czasu zaj­mo­wało mi oglą­da­nie widocz­ków. Po dro­dze byli jacyś prze­ciw­nicy, ale nie zdą­ży­łem się im przyj­rzeć, bo za szybko umie­rali. Gra na koniec odblo­ko­wała nowy poziom trud­no­ści „1999 Mode”, więc liczę na jakieś więk­sze wyzwa­nie. Mam w pla­nie jesz­cze tro­chę z tego tytułu wyci­snąć, będzie to pew­nie zabawa w zdo­by­wa­nie kolej­nych osiągnięć.

Tak naprawdę jest to tytuł do oglą­da­nia i jeśli ktoś zna poprzed­nie odsłony to wie, że obo­jętne jaki poziom trud­no­ści weź­miemy to i tak nie będzie sta­no­wić on więk­szego wyzwa­nia. Gameplay pozo­stał ten sam, ba, jest nawet uprosz­czony, znik­nęło bowiem hako­wa­nie ele­men­tów oto­cze­nia i prze­ciw­ni­ków. W zamian mamy motyw lata­nia w kółko po nie­któ­rych loka­cjach na kolejce gór­skiej. Jako wete­ran poprzed­nich czę­ści auten­tycz­nie odczu­wa­łem znu­dze­nie przy wal­kach, które chcia­łem jak naj­szyb­ciej zakoń­czyć, by móc sobie w spo­koju pooglą­dać prace arty­stów, stwo­rzyli bowiem nie­sa­mo­wite tło akcji.

Gra na star­cie ser­wuje nam „zagadkę” — by dostać się do pod­nieb­nego mia­sta musimy zagrać na dzwo­necz­kach w odpo­wied­niej kolej­no­ści. Obudziło to we mnie nadzieję, że póź­niej poja­wią się bar­dziej skom­pli­ko­wane zada­nia. Nic z tego. Od czasu do czasu tra­fimy na jakiś szyfr do zła­ma­nia, ale polega to jedy­nie na zna­le­zie­niu ukry­tej znajdźki słu­żą­cej do jego odko­do­wa­nia. W cza­sie prze­dzie­ra­nia się przez kolejne etapy mamy oczy­wi­ście wybory, jed­nak i one zostały zna­cząco ogra­ni­czone w sto­sunku do poprzed­nich czę­ści i chyba nie mają żadnego wpływu na zakoń­cze­nie gry. Jest liniowo do bólu, ale we wcze­śniej­szych odsło­nach serii też tak było i nie narze­ka­łem. Czemu więc tutaj tak bar­dzo mnie to drażniło?

Po prze­my­śle­niu sprawy docho­dzę do wnio­sku, że to nie­stety wina samego umiej­sco­wie­nia akcji. Mamy prze­pięk­nie zapro­jek­to­wane mia­sto z wido­kiem aż po hory­zont i to wła­śnie przez tą pozorną otwar­tość świata linio­wość akcji jest bar­dziej odczu­walna niż w Rapture. Tam już samo miej­sce powo­do­wało klau­stro­fo­bię i nie myślało się o tym by zbić szybę, by pozwie­dzać nie­do­stępne loka­cje. Tu nawet nie cho­dzi o to, że gra oszu­kuje albo stara się być czymś innym. Po pro­stu spo­sób roz­grywki nie pasuje mi do tego miej­sca. Logo PhysXa suge­ruje, że będzie można zro­bić kon­kretny roz­piź­dziel, a tu dupa, nie można. Tak jak w przy­padku ostat­nich gier z Batmanem, PhysX odpo­wiada tylko i wyłącz­nie za fajne efekty.

Wyraziste posta­cie.

Wypada coś napi­sać o gra­fice. Tak, jest prze­piękna. Tak, archi­tek­tura mia­sta wyrywa z pan­to­fli. To wła­śnie arty­styczna strona tej pro­duk­cji jest czymś, co zasłu­guje na naj­więk­sze uzna­nie. Design mia­sta i postaci to praw­dziwy maj­stersz­tyk. Masa detali i ogromny prze­pych. Kolejne poziomy róż­nią się od sie­bie kli­ma­tem i wystro­jem i nigdy nie będziemy mieć uczu­cia deja vu. Jest sporo zaka­mar­ków, które można odkry­wać i naprawdę warto poba­wić się w wir­tu­al­nego tury­stę tej pięk­nej uto­pii. Oczywiście przy­po­mina to wycieczkę po muzeum, gdzie zabro­nione jest doty­ka­nie eks­po­na­tów, ale wierz­cie mi, że i tak warto. Postać Elżbietki jest śliczna i bar­dzo miło się patrzy na to co robi i słu­cha tego co mówi. Ma cał­kiem spory wachlarz zacho­wań przez co czuć, że jest towa­rzyszką naszych przy­gód a nie jakimś tępym NPCem.

Historia to powrót do zna­nych zagry­wek z czę­ści pierw­szej. To wła­ści­wie powtórka z roz­rywki czy raczej roz­grywki. Ktoś kie­dyś zro­bił wykres poka­zu­jący spo­sób two­rze­nia opo­wie­ści przez Bioware, wszystko według jed­nego sche­matu. Tutaj jest podob­nie, ale zupeł­nie to nie prze­szka­dza i bar­dzo miło oglą­dało mi się prze­ryw­niki, na szczę­ście pozba­wione idio­tycz­nych quick-time even­tów. Fajne jest blu­bra­nie o fizyce kwan­to­wej, prze­no­sze­nie się mię­dzy świa­tami i tego typu kla­syczne motywy s-f okra­szone ste­am­pun­ko­wym kli­ma­tem. Zastanawiały mnie co prawda pewne nie­ści­sło­ści fabuły, ale co tam, w tym świe­cie wszystko jest moż­liwe. Są jesz­cze ele­menty rasi­stow­skie, poli­tyczne i oczy­wi­ście reli­gijne. Gdybym miał 15 lat na pewno zro­bi­łyby na mnie duże wrażenie.

Czy więc Bioshock: Infinite wart jest kupna? Jeśli nie gra­łeś nigdy w poprzed­nie czę­ści to jak naj­bar­dziej. Jeśli gra­łeś w poprzed­nie czę­ści i jesteś fanem to na pewno już grę kupi­łeś. A jeśli, tak jak ja, gra­łeś w poprzed­nie tytuły lecz ocze­ki­wa­łeś cze­goś nowego to spo­koj­nie możesz pocze­kać na jakąś obniżkę, bo nie­stety nowy Bioshock nie zaofe­ruje Ci nic poza piękną gra­fiką i nud­nym gameplayem.

Moja ocena.

 

Grey

Ps. Dla ludzi, któ­rzy prze­szli grę i tak jak ja odczu­wali pewne, wcze­śniej wspo­mniane, nie­ści­sło­ści pole­cam poczy­ta­nie sobie tego artykułu:
http://www.oxm.co.uk/51623/features/why-bioshock-infinites-ending-doesnt-work/?page=1

Przelał na ekran monitora:

W przerwach między kolejnymi ilustracjami karmi kota i gra w Diablo.