Co ja indyczę? – „Volgarr the Viking”

Z oka­zji pre­miery dru­giego sezonu serialu o Wikingach czas przyj­rzeć się postaci Wikinga tro­chę mniej histo­rycz­nego, za to o wiele bar­dziej epic­kiego. Gwałtów co prawda nie ma, ale też jest zajebiście!

Czy pamię­ta­cie czasy, kiedy tych praw­dzi­wych Wikingów pozna­wało się po wycze­sa­nych heł­mach z rogami? Jeśli tak, to na pewno pamię­ta­cie też kla­syka — „The Lost Vikings”. Gra była plat­for­mówką logiczną z wyśru­bo­wa­nym pozio­mem trud­no­ści. Zresztą  więk­szość wyda­wa­nych wtedy gier do łatwych nie nale­żała. Do tej chlub­nej szkoły pro­jek­to­wa­nia mor­der­czego game­playu aspi­ruje dziś gra o przy­go­dach dziar­skiego Volgarra. Nie zawiera co prawda ele­men­tów logicz­nych, jest za to hard­co­rową plat­for­mówką, przy któ­rej nie­jed­no­krot­nie będzie­cie mieć ochotę kogoś zabić, naj­pew­niej twór­ców tego dzieła. W moim odczu­ciu bli­sko jej do pew­nej ulu­bio­nej przeze mnie serii dun­geon craw­le­rów, ale o tym później.

To, co jako pierw­sze rzuca się w uszy zaraz po odpa­le­niu gry to motyw muzyczny. Jest on tak wznio­sły, że powo­duje natych­mia­stowy przy­rost wło­sów na kla­cie. Drugie, co się rzuca, tym razem na oczy, to gra­fika. Ultymatywne retro to chyba odpo­wied­nie okre­śle­nie. Zresztą, co tu dużo pisać – zer­k­nij­cie na zamiesz­czone poni­żej gra­fiki. Mi się cho­ler­nie podoba, a że obec­nie panuje moda na indyki utrzy­mane w takim wła­śnie stylu, to twórcy poszli w dobrym kierunku.

Fabuły jesz­cze nie zgłę­bi­łem, ale podej­rze­wam, że lore jest bar­dzo bogate i jak już kie­dyś uda mi się tę grę ukoń­czyć to zostanę ura­czony boga­tym outro wyja­śnia­ją­cym, o co cho­dziło w tym całym cho­dze­niu w prawą stronę. Są cztery światy do przej­ścia, a na końcu każ­dego czeka boss do poko­na­nia. I to tak naprawdę wszystko co powin­ni­ście wiedzieć.

Volgarr the Viking” jest grą, która nie wyba­cza pomy­łek. Żeby przejść dany układ zmu­szeni jeste­śmy nauczyć się go na pamięć. Niemal każde wci­śnię­cie kla­wi­szy musi być prze­my­ślane, a mar­gi­nes błędu jest tu bar­dzo nie­wielki. Sterowanie jest za to bar­dzo pre­cy­zyjne i w odróż­nie­niu od np. Super Meat Boya nie ma tu miej­sca na fuksy i czę­ste w tam­tej grze – „Jak ja to zro­bi­łem?!”. Do gra­nia naj­le­piej nadaje się kla­wia­tura, gdyż pozwala na poru­sza­nie boha­te­rem z dokład­no­ścią co do pik­sela. Gra ofe­ruję tylko jeden check­po­int na dany układ, wtopa ozna­cza roz­po­czy­na­nie od nowa, i od nowa, i…

Wspomniałem, że gra przy­po­mina mi inny tytuł, a mowa o serii Dark Souls. Nie tyle gatun­kowo, bo obie gry to zupeł­nie inny rodzaj roz­grywki, a w filo­zo­fii podej­ścia do gra­cza i czasu, który zamie­rza spę­dzić z tytu­łem. To gra, któ­rej trzeba się poświę­cić, w zamian ofe­ruje tylko i wyłącz­nie satys­fak­cję z ukoń­cze­nia i moż­li­wość pochwa­le­nia się odpo­wied­nim osią­gnię­ciem na Steamie.

Na Odyna i Thorgala! Polecam tego indyka wszyst­kim fanom Wikingów oraz wyma­ga­ją­cych, old­scho­olo­wych platformówek.

Przelał na ekran monitora:

W przerwach między kolejnymi ilustracjami karmi kota i gra w Diablo.