Luźne śrubki na Elizjum

elizjum

Pif-paf, roboty i Halo.

„Elizjum” to naprawdę solidny film science-fiction. Dopracowany tech­nicz­nie i zapie­ra­jący dech w pier­siach wizu­al­nie, gdzie ście­rają się ze sobą dwie kon­cep­cje este­tyki — brudny, sier­miężny realizm Verhoevena oraz orga­niczne, deli­katne i mocno dys­kretne wzor­nic­two, do któ­rego odwo­łują się cho­ciażby pro­dukty Apple. Już to jest wystar­cza­ją­cym powo­dem, by wydać pie­nią­dze na bilet, a do zalet filmu należy dodać jesz­cze dobrą akcję i grę aktor­ską wraz z akcep­to­walną fabułą. Ja z wizyty w kinie jestem zado­wo­lony, a dla geeków, któ­rzy jesz­cze filmu nie widzieli jest to wręcz pozy­cja obowiązkowa.

Jednocześnie nowa pro­duk­cja Blomkpampa zawiera w sobie bole­śnie dużo uprosz­czeń, uogól­nień i „sko­ków” fabu­lar­nych, które bar­dzo łatwo jest wyła­pać nawet bez powtór­nego obej­rze­nia mate­riału. Nie prze­szka­dzało mi to cie­szyć się fil­mem, ale powo­do­wało akty­wa­cję Bullshit Alarmu nader czę­sto — zbyt czę­sto jak na efekt pracy faceta odpo­wie­dzial­nego za „District 9″. Poniżej spi­sa­łem kilka głu­po­tek fabu­lar­nych oraz zgrzy­tów, które oka­zały się na tyle silne, by tłuc się po mojej gło­wie jesz­cze następ­nego dnia po wypa­dzie do kina. Znajomość filmu wyma­gana, więc jeśli seans dopiero przed Wami, to w tej chwili prze­stań­cie czytać!

Już? No to zapra­szam do lektury.

1. Stwórz raj wśród gwiazd — bez żadnej ochrony

Zadziwiające jak szybko film pró­bo­wał zro­bić ze mnie idiotę. Prolog przed­sta­wia kastę super-ludzi żyją­cych w orbi­tal­nym rezer­wa­cie, mają­cych dostęp do wszel­kich mate­rial­nych uciech oraz zaawan­so­wa­nej apa­ra­tury zapew­nia­ją­cej im prak­tycz­nie nie­śmier­tel­ność. Samo Elizjum, prze­pięk­nie poka­zane, sta­nowi gigan­tyczny meta­lowy okrąg zawie­szony w kosmicz­nej pustce…ot, tak se. Wokół tego kolosa nie ma ŻADNYCH dodat­ko­wych kon­struk­cji, które w trak­cie bez­po­śred­niego zagro­że­nia zapew­ni­łyby jej miesz­kań­com bez­pie­czeń­stwo. Można by kom­plet­nie nie zwra­cać uwagi na tę pomyłkę, ale gdy jedna z pierw­szych poważ­nych sekwen­cji akcji poka­zuje szturm ziem­skiej biedy na Elizjum, to świat przed­sta­wiony wpada we wła­sne sidła i każe widzowi mocno puk­nąć się w głowę. Tym bar­dziej, że w kolej­nej sce­nie, gdzie Delacourt dostaje opieprz od Szefa Panów, suge­ruje się, że to nie pierw­szy tego typu incydent.

Zestrzelenie waha­dłowca na orbi­cie rakietą wystrze­loną z Ziemi pominę lito­ści­wym milczeniem.

2. Bądź sze­fem rasy Panów, troszcz się o plebs

Pierwszy dia­log pomię­dzy Delacourt, a Patelem świad­czy o tym, że pre­zy­dent Elizjum jest kre­ty­nem nie zda­ją­cym sobie sprawy ze swo­jego sta­no­wi­ska i ota­cza­ją­cych go realiów. Facet prze­wo­dzący kla­sie spo­łecz­nej, która z pre­me­dy­ta­cją wypięła się na resztę ludz­ko­ści i spie­przyła w gwiazdy dla zapew­nie­nia sobie dotych­cza­so­wego poziomu życia nagle ma pro­blem z bru­tal­nym trak­to­wa­niem plebsu pró­bu­ją­cego wchrza­nić się do raju jego ziom­ków. Będąc na miej­scu reszty rządu Elizjum jak naj­szyb­ciej odsu­nął­bym tego gościa od władzy.

3. Bądź jed­nym z Panów, bie­gaj wśród plebsu

Skrajny opty­mizm gra­ni­czący wręcz z głu­potą nie jest zare­zer­wo­wany dla gwiezd­nych poli­ty­ków, a cha­rak­te­ry­zuje chyba więk­szość waż­nych oso­bi­sto­ści na Elizjum. Weźmy na przy­kład takiego szefa Wielkiej Korporacji, który jak się póź­niej oka­zuje, jest jed­no­cze­śnie pro­jek­tan­tem kosmicz­nego raju. Facet wesoło sobie hasa po nad­psu­tej Ziemi, nad­zo­ruje pracę fabryki mając bez­po­średni kon­takt z pleb­sem, przy czym za jedyną ochronę ma dwa bojowe roboty, które i tak nie są obecne przy nim non-stop. Jeszcze raz to pod­kre­ślę — szef Super Duper Korpo, pro­jek­tant sta­cji rasy Panów oraz pomoc­nik Delacourt przy orga­ni­zo­wa­niu zama­chu stanu. Bez żadnej sen­sow­nej eskorty. Latający na powierzch­nię Ziemi w śmiesz­nym, malut­kim waha­dłowcu. Możliwym do zestrze­le­nia przez pierw­szego lep­szego debila z droż­szą pukawką.

4. Bądź pleb­sem, płać za głupotę

Pomijam tu jaką oso­bo­wo­ścią jest główny boha­ter filmu, bo nie jest to tutaj szcze­gól­nie istotne. Ciężko jed­nak nie chwy­cić się za głowę, gdy z jego udzia­łem nastę­puje dra­ma­tyczny zwrot akcji napę­dza­jący dal­szą fabułę. Max, będący raczej dość sen­sow­nym i zdro­wo­roz­sąd­ko­wym gościem, na pole­ce­nie przełożonego-debila decy­duje się wleźć do śmier­tel­nie nie­bez­piecz­nej komory i prze­su­nąć zaciętą paletę. Nosz do jasnej cho­lery! Ta scena mocno gry­zie się z wcze­śniej­szym kre­owa­niem postaci, bez­sen­sow­nie robiąc z niego skraj­nego imbe­cyla. Można było to przed­sta­wić dużo lepiej, bym musiał współ­czuć Maxowi, a nie potę­piać go za…no za bycie imbe­cy­lem, no. Tym bar­dziej, że ciężko było mi uwie­rzyć, że w całej fabryce nie było co naj­mniej kilku ekip ser­wi­san­tów odpo­wie­dzial­nych za naprawę „zacię­tych drzwi”. Zwłaszcza w myśl zasady „pro­duk­cja musi trwać”.

5. Los rasy Panów trzy­maj na pen­drive przy­cze­pio­nym do ucha

Przy wątku prze­wrotu poli­tycz­nego cały czas zasta­na­wiało mnie, czy dostęp do klu­czo­wych ele­men­tów sys­temu na Elizjum miał tylko Szef Duper Korpo? Przecież w zapro­jek­to­wa­niu, zbu­do­wa­niu i eks­plo­ata­cji tej jebit­nej sta­cji musiały wziąć udział dzie­siątki, setki, a może nawet tysiące róż­nych firm. Dziwne, że dostęp do tak klu­czo­wych danych od ręki miał jedy­nie jeden Korposzef. Dziwniejsze zdaje się być to, że nikt wcze­śniej takich danych nie pró­bo­wał wyko­rzy­stać w spo­sób, w jaki zro­bił to na końcu filmu Spider. Ja się pytam — gdzie było wtedy NSA?

6. Szykuj zamach stanu, licz na pomoc idiotów

Delacourt też nie wyka­zała się szcze­gólną bystro­ścią przy orga­ni­zo­wa­niu spi­sku. Raz, że nie zapew­niła żadnych dodat­ko­wych środ­ków bez­pie­czeń­stwa Korposzefowi (z któ­rym już roz­pra­wi­łem się wyżej). Co zabawne, film póź­niej poka­zuje, że miała takich moż­li­wo­ści od zatrzę­sie­nia. Dwa, że wybrała do roboty psy­cho­patę Krugera — jak dużym trzeba być opty­mi­stą, żeby wie­rzyć w pełną kon­trolę nad takim typem? I jakim cudem ludzie Krugera byli w sta­nie dowie­dzieć się co znaj­do­wało się w zaszy­fro­wa­nych pli­kach w gło­wie Maxa?

7. Gotowana żaba zawsze wysko­czy z garnka

Film nie wyja­śnia dla­czego ucie­mię­żone spo­łe­czeń­stwo, które pozo­stało na Ziemi, godzi się na taki los. Pokazano Elizjum bez sku­tecz­nej ochrony, na które moż­liwe jest dosta­nie się stat­kiem i nawet ukry­cie się na jego tery­to­rium. Co więc stało na prze­szko­dzie, by zoo­r­ga­ni­zo­wana grupa z Ziemi prze­chwy­ciła flotę stat­ków (nie trzy, a np. tysiąc), zapa­ko­wała uzbro­jo­nych zabi­ja­ków (ze sha­ko­wa­nym sta­tu­sem oby­wa­tela — roboty mogą ssać bozony) i wygrzmo­ciła rasę Panów kała­chami bez mydła? Cholera, mówimy o całej pla­ne­cie prze­ciwko małej sta­cji uza­leż­nio­nej od dostaw z Ziemi!

8. Zbuduj super zaawan­so­wane cen­trum dowo­dze­nia w raju — bez żadnej ochrony

Rozwijając jesz­cze kwe­stię zabez­pie­cze­nia inte­re­sów eli­zej­skiego świata, to pod­czas seansu gro­ził mi solidny face­palm pod­czas finału całej histo­rii. Jebitny sta­tek z waż­nymi pasa­że­rami roz­bija się na sta­cji wpro­wa­dza­jąc panikę wśród gala­re­to­wa­tej spo­łecz­no­ści oraz praw­do­po­dob­nie pierw­szy poważny roz­pier­dol na Elizjum. Jakiś czas póź­niej spo­koj­nie ląduje sobie Spider z ekipą wataż­ków, a w mię­dzy­cza­sie w eli­zej­skim Pentagonie trwa w naj­lep­sze epicki chaos. I co, nigdzie nie ma tych zabój­czych robo­tów, które masowo pro­du­ko­wano na Ziemi? Dlaczego nie zabez­pie­czały terenu roz­bi­cia promu i nie ścigały zbie­gów? Gdzie byli żołnie­rze z egzosz­kie­le­tami? System Elizjum nie wykrył Spidera? Delacourt zale­żało na utrzy­ma­niu całej sprawy w tajem­nicy, więc raczej nie mogła za bar­dzo mie­szać. Chociaż z dru­giej strony, patrząc na prezydenta-cieniasa, może to była jej sprawka?
Obiecuję Wam, że jeśli kie­dyś zostanę sze­fem takiego Elizjum, to upew­nię się, że gości z promu prę­dzej spo­tka pią­cho­pi­ryna robota-zabójcy niż któ­ryś zdąży z uśmie­chem na ustach hasać sobie po raju.

9. Zmiana sta­tus quo w zasa­dzie nic nie zmieni

Ładna ta opo­wiastka w „Elizjum”, taka bar­dzo budu­jąca i pod­no­sząca na duchu jacy ludzie potra­fią być skłonni do poświę­ceń i altru­izmu. Zwłaszcza patrząc na postać Spidera, który z dziką rado­ścią zro­bił ze wszyst­kich Ziemian „oby­wa­teli” i wysłał im promy sze­rząc miłość i pokój na świe­cie. Szkoda, że Blomkamp nie miał na tyle jaj, by poka­zać jak w 99% naprawdę skoń­czyłby się rajd do raju. Spider nawet bez pyta­nia usma­żyłby mózg Maxa, nie byłoby zrów­na­nia spo­łecz­nego, a jedy­nie spro­wa­dze­nie „swo­ich” z powierzchni i nada­nie im oby­wa­tel­stwa. Dotychczasowe wła­dze Elizjum poszłyby pod nóż, Spider z ekipą zro­biłby Nowy Ład, a nawet jeśli wysłałby jaką­kol­wiek pomoc na Ziemię, to nie tra­fi­łaby ona w ręce ludu, a zosta­łaby prze­jęta przez pierw­szy sil­niej­szy gang bądź futu­ry­styczny odpo­wied­nik mafii. Ot, praw­dziwa ludzka natura.

Przelał na ekran monitora:

Lubię ciastka. I fajne dziewczyny z cosplay'ów.