Revelations

Statek widmo, piękne panie oraz powrót do kla­syki gatunku

Ostatnimi czasy rzadko zda­rza mi się zagrać w naprawdę złą grę. Masa ser­wi­sów publi­ku­ją­cych recen­zje, czę­sto na długo przed pre­mierą danego tytułu, pozwala zorien­to­wać się czy dana gra speł­nia pod­sta­wowe wymogi dzi­siej­szego odbiorcy. Oczywiście, nie mam tu na myśli trendu zgod­nie z któ­rym ocena 7/10 ozna­cza grę słabą. Chodzi mi o oceny od 1 do 5 w dzie­się­cio­stop­nio­wej skali i jej odpo­wied­niki. Tak zły był wydany w zeszłym roku Resident Evil 6. Nie mogłem wtedy uwie­rzyć, że takie strony jak Destructoid czy GameSpot wysta­wiły jej noty poni­żej 5 — odpo­wied­nio było to 3/10 oraz 4.5/10. Niestety, będąc fanem Residentów musia­łem prze­ko­nać się na wła­snej skó­rze jak bar­dzo spie­przono tę grę (święta racja — przyp. Badus). Ten tytuł był kosz­marny niczym jakiś potwo­rek rodem z Raccoon City — zmu­to­wane, pozle­piane z nie­pa­su­ją­cych do sie­bie czę­ści mon­strum. Nie wiem jak to się stało, że po dobrej i trzy­ma­ją­cej się, za prze­pro­sze­niem kupy, czę­ści pią­tej, CAPCOM wydał ten syf. Musiałem się tro­chę wyrzy­gać tytu­łem wstępu, wybaczcie.

Na szczę­ście, gdy już tra­ci­łem nadzieję, że pogram w mija­ją­cej gene­ra­cji w przy­zwo­itą odsłonę Resident Evil, na hory­zon­cie poja­wiło się RE:Revelations w HD. Nie dane mi było poba­wić się wer­sją na 3DS’a, dla­tego ucie­szy­łem się, gdy zapo­wie­dziano wyda­nie na inne plat­formy. Oczywiście wer­sja HD została odpo­wied­nio pod­ra­so­wana do stan­dar­dów moc­niej­szych sprzę­tów. Gra swoją pre­mierę miała już jakiś czas temu, ale wysoka cena jak na port z kon­solki prze­no­śnej sku­tecz­nie znie­chę­cała mnie do zakupu. W końcu wybór padł na wer­sję PC, przy oka­zji ostat­niej zimo­wej wyprze­daży na Steam, gdzie udało mi się ją dostać w cał­kiem przy­zwo­itej cenie.

Będąc na urlo­pie świą­tecz­nym do dys­po­zy­cji mia­łem lap­topa o śred­nich para­me­trach, jed­nak oka­zało się, że mogę na nim odpa­lić grę na peł­nych usta­wie­niach i utrzy­mu­jąc stałe 60 fps. Od razu więc mówię, że to nie żadne wodo­try­ski wizu­alne — wygląda przy­zwo­icie i tyle. Cieszą szcze­gó­łowe i naprawdę faj­nie zapro­jek­to­wane postaci głów­nych boha­te­rów, lecz cała reszta oto­cze­nia jest „jedy­nie” okej. Biorąc pod uwagę rodo­wód tego tytułu uwa­żam to i tak za spore osią­gnię­cie. Jeszcze odno­śnie aspek­tów tech­no­lo­gicz­nych: naczy­ta­łem się w recen­zjach znaw­ców PC gamingu, że gra ma sko­pane ste­ro­wa­nie. Eh, wielki „pro­blem” ze ste­ro­wa­niem spro­wa­dza się do tego, że gra z auto­matu jest usta­wiona na auto-aiming (pod użyt­kow­ni­ków pada) i należy tą opcję po pro­stu wyłą­czyć; ewen­tu­al­nie zmniej­szyć sobie czu­łość myszki i voilà! Możemy cie­szyć się płyn­nym i przy­jem­nym ste­ro­wa­niem, co ważne jest szcze­gól­nie w try­bie Szturmu. Czasem odno­szę wra­że­nie, że to, co jest zaletą PC gamingu — moż­li­wość swo­bod­nej kon­fi­gu­ra­cji prze­róż­nych usta­wień — jest w grun­cie rze­czy czymś, czego tak naprawdę więk­szość gra­czy już nie potrzebuje.

W kwe­stiach samej roz­grywki mamy tu do czy­nie­nia z praw­dzi­wym old­scho­olem. Resident Evil: Revelations to powrót do „pro­stej” struk­tury rodem z pierw­szych trzech odsłon serii. Prostej nie ozna­cza jed­nak pro­stac­kiej ani łatwej! Gra na „nor­malu” jest cał­kiem wyma­ga­jąca, a poziom inferno prze­zna­czony jest dla praw­dzi­wych maso­chi­stów (radzę odpa­lić go dopiero w try­bie New Game+). Jak dla mnie zasto­so­wa­nie kla­sycz­nych roz­wią­zań oka­zało się strza­łem w dzie­siątkę! Pewnie, kory­ta­rzowa kon­struk­cja pozio­mów i nie­spo­ty­kany już w dzi­siej­szych pro­duk­cjach back­trac­king na pewno został wymu­szony przez ogra­ni­cze­nia tech­no­lo­giczne 3DS’a, ale moim zda­niem twórcy zapro­jek­to­wali tę grę per­fek­cyj­nie. Przede wszyst­kim ide­al­nie dobrali miej­sce akcji. Statek widmo „Królowa Zenobia”, na pokła­dzie któ­rego roz­grywa się więk­szość fabuły, to bar­dzo kli­ma­tyczna miej­scówka. Nie jest to może gra, w któ­rej będzie­cie potrze­bo­wać pam­per­sów, ale na pewno potrafi zbu­do­wać napięcie.

Sama histo­ria rów­nież daje radę. Jasne, od czasu do czasu robimy „face­palm” patrząc na idio­tyczne zacho­wa­nia boha­te­rów bądź ich fry­zury, ale myślę, że jest dokład­nie taka, jakiej ta seria potrze­bo­wała — bez udziw­nień i nie­po­trzeb­nych dodat­ków. Prócz Jill Valentaine i Chrisa Redfielda docho­dzi kilka mniej lub bar­dziej uda­nych postaci pobocz­nych, ale raczej nie­zbyt istot­nych. Za to w budo­wa­niu kli­matu zna­ko­mi­cie spraw­dza się „tele­wi­zyjna” struk­tura nar­ra­cji zasto­so­wana już wcze­śniej cho­ciażby w „Alan Wake”. Chodzi o znane seria­lowe „Previously in…” i stresz­cze­nia poprzed­nich roz­dzia­łów. Takie przy­po­mnie­nia mocno się przy­dają, ponie­waż gra lubi ska­kać pomię­dzy wie­loma wąt­kami scenariusza.

Integralną czę­ścią roz­grywki w Revelations jest tryb Szturmu. Brnąc przez kam­pa­nię w sin­glu odblo­ko­wu­jemy w nim kolejne etapy, które możemy prze­cho­dzić sami bądź w try­bie koope­ra­cji. Zdobywamy expa, leve­lu­jemy, kupu­jemy nowe bro­nie i odblo­ko­wu­jemy kolejne poziomy trud­no­ści oraz posta­cie do gry (a tych jest naprawdę sporo). Przypomina to tryb najem­ni­ków z poprzed­nich odsłon, ale wierz­cie mi, że jest on znacz­nie faj­niej­szy. Byłem zasko­czony jak dużo czasu spę­dzi­łem wła­śnie w tym try­bie, by odblo­ko­wać postać Jessici i móc nią mor­do­wać zom­bi­ra­dła. Zarówno w try­bie Szturmu, jak i w samej kam­pa­nii, mamy całą masę acziw­men­tów do odblo­ko­wa­nia, łącznie z poszu­ki­wa­niem śladów nie­wi­dzial­nej ręki (coś dla har­ce­rzy) itp. W grze jest zatem co robić.

To tyle. Rekomenduję tego Residenta każ­demu fanowi, a także ludziom, któ­rzy mają ochotę zagrać w dobrego survi­vala, ale stwo­rzo­nego z pomy­słem i dają­cego naprawdę dużo godzin cie­ka­wej oraz, mimo pew­nych ogra­ni­czeń, zróż­ni­co­wa­nej roz­grywki (szcze­gól­nie jeśli tra­fi­cie na jakaś fajną obniżkę ceny). Mam nadzieję, że wyrob­nicy odpo­wie­dzialni za RE6 już dawno popeł­nili hara­kiri, a za nową, peł­no­prawną odsłonę serii wezmą się twórcy Revelations.

Przelał na ekran monitora:

W przerwach między kolejnymi ilustracjami karmi kota i gra w Diablo.