Shadowrun Returns

shadowrun

Nowe wcie­le­nie „Shadowruna” przy­kuło moją uwagę przy oka­zji zbiórki fun­du­szy na Kickstarterze. Kasy nie dałem, bo w ciemno zde­cy­do­wa­łem się wyło­żyć wyłącz­nie na „Wasteland 2″ lecz newsy z pro­duk­cji śledzi­łem z dużą uwagą. W papie­ro­wego „Shadowruna” gra­łem tylko kilka razy w zamierz­chłych cza­sach lice­al­nych, ale pamię­tam, że sys­tem miał świetny kli­mat oraz miej­sce akcji, a połą­cze­nie magii z nowo­cze­sną tech­no­lo­gią zro­biło wtedy na mnie spore wrażenie.

Były tam elfy, trolle, smoki a także cyberwsz­czepy, Matrix i gene­ral­nie cały cyber­pun­kowy stuff. Jednakże do fanów zali­czyć mnie nie można i tak naprawdę mam nikłe poję­cie o tym obszer­nym świe­cie. Zainteresowanych pozna­niem lore „Shadowruna” odsy­łam na ser­wis Polygamia, gdzie nie­dawno ktoś zro­bił nie­złe stresz­cze­nie histo­rii Cieniobiegu. Link na dole tekstu.

Gra uka­zała się zaraz po waka­cyj­nych wyprze­da­żach na Steamie. Swoją drogą nie robiły one już takiego szału jak w ubie­głych latach, głów­nie ze względu na wzrost kon­ku­ren­cji. Oczywiście i tak zaku­pi­łem kilka zale­głych tytu­łów i gene­ral­nie jestem zado­wo­lony. To, o czym chcę tu wspo­mnieć to spo­sób, w jaki naby­łem „Shadowrun: Returns”. Otóż na grę nie wyda­łem ani zło­tówki — całą kwotę potrzebną do zakupu wer­sji przed­pre­mie­ro­wej udało mi się uzbie­rać za pie­nią­dze uciu­łane ze sprze­daży ste­amo­wych kart. Kaska z kart idzie do wir­tu­al­nego port­fela i możemy ją wyda­wać jak nor­malny hajs. Pomysł cał­kiem fajny, jedni zbie­rają karty i pim­pują swój pro­fil, inni ciu­łają euro­centy na nowe gry (czyli Ci roz­sądni ludzie — przyp. Badus). Szkoda tylko, że taki sys­tem nie został stwo­rzony w opar­ciu o zdo­by­wa­nie osią­gnięć. Podejrzewam, że na PC (mimo Steam Clouda) łatwość, z jaką można prze­grać save’a od kolegi i nabić potrzebne tro­fea unie­moż­li­wia taki zabieg, ale może na kon­so­lach dałoby radę stwo­rzyć odpo­wied­nie zabezpieczenie?

shadowrun

Wróćmy jed­nak do „Shadowrun: Returns” i do zrzy­ga­nia powta­rza­nego w recen­zjach pyta­nia - czy ten pro­jekt wypa­lił? No więc, w moim odczu­ciu wyszło bar­dzo przy­zwo­icie z szansą na zajebiście!

Gra ma być ducho­wym spad­ko­biercą gier spod znaku „Shadowrun” wyda­nych swego czasu na kon­sole SNES i Sega Mega Drive. Niestety, nie dane mi było w nie pograć, więc trudno mi wypo­wie­dzieć się na ten temat. Jednak z komen­ta­rzy na forach można wywnio­sko­wać, że twór­com udało się zacho­wać ducha ory­gi­nału, a do tego już w kilka dni po pre­mie­rze poja­wiła się w ste­amo­wym work­sho­pie kam­pa­nia mająca wier­nie odwzo­ro­wać tę z wer­sji na kon­solę Nintendo.

shadowrun

Na start twórcy oddali w nasze ręce przy­godę pt. „Dead man’s switch”. Pod koniec paź­dzier­nika ma się uka­zać kolejna ofi­cjalna kam­pa­nia, któ­rej akcja umiej­sco­wiona będzie w Berlinie. Nie wia­domo jesz­cze czy i ile będzie kosz­to­wać. „Dead mans switch” to kla­syczna przy­goda wpro­wa­dza­jąca — liniowa, nie­zbyt długa i nie­spe­cjal­nie trudna. Całość udało mi się skoń­czyć w bli­sko 12 godzin na pozio­mie very hard, pod­czas gdy tak naprawdę więk­szość tego czasu pochło­nęło mi czy­ta­nie dia­lo­gów. W grze nie uświad­czymy ani jed­nego mówio­nego sam­pla. Jest old­sku­lowo i RPG’owo. Absolutnie mi to nie prze­szka­dzało, gdyż raz, że buduje fajny kli­mat, a dwa że dia­logi w grze czyta się z przy­jem­no­ścią. Jak wspo­mnia­łem, całość jest mocno liniowa i tak naprawdę nasze wybory nie mają żadnego wpływu na dal­szy prze­bieg gry, więc chyba tylko chęć poczy­ta­nia innych opcji dia­lo­go­wych bądź zabawy innymi kla­sami mogłaby sta­no­wić pre­tekst do ponow­nego przej­ścia kam­pa­nii. Nie widzę jed­nak więk­szego sensu przy całej masie powsta­ją­cych na Steamie przy­gód two­rzo­nych przez graczy.

shadowrun

Sama histo­ria jest cie­kawa i sta­nowi zna­ko­mite wpro­wa­dze­nie, a jej począ­tek sta­nowi kla­syczny kry­mi­nał w kli­ma­cie noir. Mamy tu gra­su­ją­cego po uli­cach Seattle mor­dercę okrzyk­nię­tego nowym Rozpruwaczem, który wycina swoim ofia­rom spe­cy­ficzne czę­ści ciała. Później robi się jesz­cze lepiej, ale o tym musi­cie się prze­ko­nać sami. Całość jest zgrab­nie popro­wa­dzona i chęć pozna­nia zakoń­cze­nia tej opo­wie­ści umie­jęt­nie maskuje wszyst­kie uproszczenia.

Grafika to coś, co spodo­bało mi się już od pierw­szych scre­enów na długo przed pre­mierą. Klasyczny izo­me­tryczny rzut na plan­szę, wszyst­kie obiekty ręcz­nie malo­wane za wyjąt­kiem postaci wyko­na­nych w 3D. Nie jest to może coś spek­ta­ku­lar­nego, ale mi przy­pa­dło do gustu i widać, że przy­ję­cie takiego kie­runku jesz­cze bar­dziej uła­twi ludziom korzy­sta­nie z edy­tora oraz doda­wa­nie wła­snych ele­men­tów. O samym edy­to­rze mogę napi­sać tylko tyle, że wydaje się być bar­dzo łatwy i ela­styczny. Już w kilka klik­nięć po jego uru­cho­mie­niu byłem w sta­nie stwo­rzyć pro­stą loka­cję z kil­koma NPC’ami, a przy­znam się, że ani two­rze­nie, ani uży­wa­nie modów nigdy nie leżało w mojej natu­rze. „Shadowrun: Returns” będzie chyba jed­nak pierw­szym tytu­łem, który zmieni moje nasta­wie­nie w tym tema­cie i już teraz śledzę roz­wój sceny moder­skiej w poszu­ki­wa­niu nowych, cie­ka­wych przygód.

shadowrunFani two­rzą.

System roz­grywki zbli­żony jest do tego z „XCOM”, gdyż mamy tu podział na tury i punkty akcji, które zuży­wamy na ruch, strze­la­nie itp. Nie jest on spe­cjal­nie skom­pli­ko­wany, ale gra się cał­kiem przy­jem­nie. Jeśli ktoś pra­gnie cho­ciaż namiastki wyzwa­nia, to pole­cam grać na pozio­mie very hard, gdyż tylko tu można cza­sem zgi­nąć… i zacząć „układ” od początku. Oj, wiele naczy­ta­łem się bia­do­le­nia na brak zapisu na życze­nie w tej grze, ale bio­rąc pod uwagę jej pro­stotę i linio­wość jest to dla mnie lekko nie­zro­zu­miałe. Gra zapi­suje śred­nio co jakieś 15 minut roz­grywki, a ponowne przej­ście danego frag­mentu w razie śmierci może zająć z jakieś 5 do 10 minut — straszne! Ekwipunek rów­nież jest mocno uprosz­czony i ogra­ni­cza się tylko do tego, co możemy kupić u sprze­daw­ców. Niestety, nie można gra­bić zabi­tych wro­gów i jestem cie­kaw czy gra­cze będą mogli za pomocą edy­tora to zmienić.

shadowrunPierwszy screen z dru­giej, ofi­cjal­nej kampanii.

„Shadowrun: Returns” ma zapew­nioną przy­szłość — połą­cze­nie edy­tora pozio­mów ze świet­nym środo­wi­skiem, jakim jest ste­amowy work­shop, już w tydzień po pre­mie­rze zaowo­co­wało wysy­pem nowego con­tentu. Wiadomo, że więk­szość z tego okaże się pew­nie nic nie warta, ale to tak samo jak z kla­sycz­nymi przy­go­dami RPG. Najważniejsza jest zabawa, a tej nam na pewno nie zabrak­nie. Trzeba to potrak­to­wać jak przy­gody wpro­wa­dza­jące na końcu każ­dego papie­ro­wego pod­ręcz­nika RPG. Jeśli się wam spodoba, to w ocze­ki­wa­niu na ofi­cjalne dodatki na pewno spę­dzi­cie wiele czasu na prze­ko­py­wa­niu się przez cze­lu­ście ste­amo­wej spo­łecz­no­ści, a być może naj­dzie was nawet ochota na stwo­rze­nie cze­goś własnego.

Grey

Link do kon­ku­ren­cji, ponie­waż i tak jeste­śmy lepsi ;) -> „Co to wła­ści­wie jest Shadowrun?”

Przelał na ekran monitora:

W przerwach między kolejnymi ilustracjami karmi kota i gra w Diablo.